Miłość odkrywa się kochając.
czwartek, 7 lipca 2011
Była ok godz. 12 w nocy, ona wyszła na spacer, zasięgnąć świeżego powietrza. Zwiedzała piękne miasto, tak cudownie wyglądało po zmroku, wolne od tego zgwaru w dzień, zero ludzi, po drodze od czasu do czasu przejeżdżał jakiś samochód. Czuła się taka wolna. Popatrzyła w niebo, tej nocy było takie gwieździste.
-Ale śliczne, dawno takiego nie widziałam, ostatnio to chyba z rok temu,
-Pamiętasz, był początek sierpnia, wyszliśmy na spacer popatrzeć w gwiazdy - nagle usłyszała jakiś głos
-Pamiętam, później poszliśmy na dach opuszczonego garażu i tam leżeliśmy z 2 godziny, rozmawialiśmy i patrzyliśmy w niebo, było tak wspaniale... Zaraz, zaraz a co Ty tu robisz? Skąd wiedziałeś że tutaj jestem ?! - wykrzyczała.
-Spokojnie, sam jestem zdziwiony, co Ty tu robisz, ja wyszedłem na chwilę z domu pooddychać, zobaczyłem jakąś postać w oddali przypominiającą Ciebię to podszłem. To było nasze ulubione miejsce, tutaj zawsze izolowaliśmy się od świata, było nam tak dobrze razem.
- No właśnie było! - wykrzyczała.
-Co mam zrobić, żebyśmy byli znowu razem?
-Już nic nie da rady zrobić, zniszcyliśmy naszą miłość i to bezsensu, ale mam prośbę. Przutul mnie mocno, tak jak zawsze przytulałeś, a później się rozstaniemy.
-Jak sobie życzysz - odparł.
Objął ją swoimi rękoma, ona wtuliła się w jego klatę. Mógł by teraz zatrzymać się czas, mogłoby to trwać wiecznie - pomyślała. A on ścisnął ją mocno oparł swoją głowę na jej głowie.
-Zawsze będziesz w moim sercu, - cicho wyszeptał.
Po czym ona odparła - Ty też. I ze łzami w oczach odeszła. A on patrzł jak powoli znikała w cimnej ulicy, czuł jakby właśnie umierała cząstka jego. [rebellefleur]
Subskrybuj:
Posty (Atom)